Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 20 listopada. Imieniny: Anatola, Edyty, Rafała
17/10/2019 - 13:30

Zgroza w lasku falkowskim: mężczyzna nadział się na żelazne pręty! Co to jest?

Niedzielny spacer w lasku falkowskim zakończył się dla naszego Czytelnika wyjątkowo nieprzyjemnie. Mężczyzna nadział się na żelazne pręty wystające z ziemi. Liczył na natychmiastową interwencję Straży Miejskiej, gdzie z miejsca zgłosił zagrożenie. Jak skończyła się ta historia? Finał nie do końca napawa optymizmem…

- Korzystając z niedzielnej pięknej pogody, postanowiliśmy wybrać się do zarządzanego przez Urząd Miasta Nowego Sącza lasku falkowskiego w pobliżu ulicy Długoszowskiego. Dzieci były zachwycone pięknem jesiennej przyrody. Piękna aura sprzyjała spacerom, stąd na ścieżkach rekreacyjnych wypoczywały setki sądeczan, a przez malownicze wzgórza lasku falkowskiego biegła trasa niedzielnego biegu po dom dla niepełnosprawnych dzieci. Część dorosłych spacerowała alejkami, chociaż nie przypominają one zadbanych alejek jak kilka lat temu – napisał na wstępie swojego listu nasz Czytelnik. Brzmi sielsko? Czytajcie dalej.

- Śmieci, które sami odwiedzający zostawiają szpecą, ale nie są skrajnie niebezpieczne, jak miejsca odpoczynku, przygotowane i administrowane przez Urząd Miasta. Po długim spacerze i treningu, postanowiliśmy odpocząć na specjalnie przygotowanych ławkach. Dzieci biegały bawiąc się w liściach, a ja idąc nadepnąłem na ukrytą w liściach niespodziankę. Krew wylewała się z buta, a ja po opatrzeniu rany postanowiłem sprawdzić, co było przyczyną wypadku. Wypadek miał miejsce przy samej ławce, przy miejscu przygotowanym do odpoczynku dla spacerowiczów – relacjonuje Czytelnik.

- Typowałem szkła rozbite przez nieodpowiedzialnych spacerowiczów. Prawda okazała się jednak dramatyczna. Na miejscu odpoczynku pod liśćmi ukryte były zaostrzone pręty, które kształtem przypominały harpun. Po dokładnym zbadaniu, okazało się, że tych szpikulców jest znacznie więcej, a w dodatku są zabetonowane w ziemi i nie ma możliwości ich demontażu – obrazuje czyhające tu zagrożenie.

Zobacz też: Przerażające. Opakowania po chemikaliach zalegają nad Dunajcem!

Mężczyzna natychmiast zawiadomił o sowim odkryciu Straż Miejską, ale mimo deklaracji, że patrol się pojawi a „odkrywcy” dostali za zadanie nakierować ich na niebezpieczne miejsce, nikt ze strażników się nie skontaktował się nawet ze zgłaszającymi.

- Pozostało nam samym oznakować to skrajnie niebezpieczne miejsca taśmą ostrzegawczą. Zastanawiam się tylko, czy w Nowym Sączu Straż Miejska jest tylko od wystawiania mandatów czy od pomocy w lesie, który pod swoją jurysdykcją ma Urząd Miasta. Sam prezydent Ludomir Handzel zapowiadał, że Straż Miejska zmienia się i ma przede wszystkim działać na rzecz zapewnienia porządku publicznego w miejscach należących do miasta – nie kryje rozgoryczenia mężczyzna.

- Czy pozostawienie takich niebezpiecznych szpikulców jest dbaniem o porządek? Czy potrzeba dodatkowej tragedii, aby ktoś się tym zajął ? Gdyby na szpikulec nadepnęło dziecko ? A gdyby ktoś się przewrócił, to można tylko sobie wyobrazić, jaka byłaby tragedia – podsumowuje bezpardonowo.

Zobacz też: Kto ma za nic bezpieczeństwo dzieci w Mszalnicy? Mocne słowa radnego

Od chwili odkrycia zagrożenia minęło kilka dni – czy ktoś je już usnął? Nie od razu, ale za to działania prowadzone są kompleksowo. Jak wyjaśnia komendant Straży Miejskiej Ryszard Wasiluk, który zobowiązał się, by sprawdzić jak sprawa ma się od strony funkcjonariuszy - jeśli Czytelnik dzwonił z interwencją pod numer 986, to zgłoszenie jest zarejestrowane. Przy okazji komendant zaznacza – nie negując w niczym uwag pokrzywdzonego Czytelnika – że wszyscy strażnicy w niedzielę 13 października oddelegowani byli do realizacji zadań, które otrzymali od prezydenta i policji w ramach wyborów parlamentarnych, które odbyły się tego dnia. Przy kolejnej rozmowie komendant miał już więcej informacji - patrol był na miejscu, dokładniej zabezpieczył teren i natychmiast zaalarmował Wydział Zarządzania Kryzysowego, bo usunięcie żelastwa nie sprowadzi się do usunięcia jednego pręta. 

Zdjęcia od Czytelnika przekazaliśmy też przewodniczącemu zarządu osiedla Falkowa Arturowi Czerneckiemu. Szef osiedla i zarazem radny z miejsca zastrzegł, że lasek falkowski podlega jurysdykcji Wydziału Ochrony Środowiska i dlatego on sam natychmiast zaalarmuje urzędników tegoż wydziału. Nie minął kwadrans i Czernecki zadzwonił do nas ze zwięzłym komunikatem. – Już tam jadą odpowiednie służby, zagrożenie zostanie usunięte.

Do tematu wrócimy.

ES [email protected] Fot.: Czytelnik

Zgroza na Falkowej? Ostre szpikulce wystawały z ziemi




Zdjęcia przedstawiają ukryte szpikulce, a także zabezpieczone przeze mnie miejsce taśmą ostrzegawczą - napisał do nas autor zdjęć, który z rodziną odwiedził w minioną niedzielę Lasek Falkowski.
Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu