Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 14 października. Imieniny: Alany, Damiana, Liwii
10/10/2019 - 07:55

Obscena, fake newsy i posłanka z wąsami. Bardzo brudne barwy sądeckiej kampanii

Na ostatniej prostej kampanii wyborczej do parlamentu rywalizacja między sztabami w Nowym Sączu toczy się na wszystkich frontach. Jest front medialny, ulotkowy i uliczny. Ten ostatni bywa brutalny, a walki zaczepne prowadzone są pod osłoną nocy. Zrywane są plakaty i niszczone billboardy. Ale jest też jeszcze bardziej brudna twarz kampanii. To rozsyłanie fałszywych informacji o kandydatach do parlamentu. Niektóre z nich są obsceniczne.

Na liście przesłanym do redakcji „Sądeczanina” priorytetemjako nadawca widnieje biuro poselskie posła Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusza Mularczyka. W białej kopercie znajduje się wniosek o wydanie orzeczenia w trybie wyborczym przeciwko Jakubowi Bocheńskiemu, kandydatowi na posła z lewicy.   

Poseł – tak wynika z pisma – chce żądać zobowiązania Bocheńskiego do sprostowania rozpowszechnianych w mediach informacji dotyczących jego zawodowych doświadczeń, które są jakoby nieprawdziwe. Pismo – co już na pierwszy rzut oka budzi wątpliwości - nie zwiera żadnej pieczęci ani podpisu.

Poseł Mularczyk pytany o to czy  szykuje przeciwko Jakubowi Bocheńskiemu proces w trybie wyborczym, informacją jest wyraźnie zaskoczony. Czy ktoś próbuje wkręcać parlamentarzystę w fałszywy sądowy pozew?

- Żadnego pozwu w trybie wyborczym nie wnosiłem i tyle. Sprawy nie będę komentował? – mówi w telefonicznej rozmowie polityk.

Co na to Jakub Bocheński?

- Pozew posła Mularczyka przeciwko mnie? Nic na ten temat nie wiem, ale od rana otrzymuję coraz  bardziej abstrakcyjne informacje. Słyszałem że rozsyłane są na mnie paszkwile.  

Owe paszkwile, które także trafiły do redakcji „Sądeczanina”,  to obsceniczne treści, które mają być zapisem rozmów prowadzonych przez kandydata lewicy na messengerze. To niejedyne informacje o brudnej kampanii, jakie dotarły do Bocheńskiego .

- Wczoraj z kolei ktoś zniszczył moje dwa duże banery.  Po prostu zostały wycięte w nocy z dużych billboardów,  takich pięć na dwa i pół metra. Widać ktoś przypuścił na mnie zmasowany atak. To chyba ktoś, kto bardzo boi się mojej kandydatury. Ciekaw jestem, czego się jeszcze o sobie dowiem i co się może jeszcze wydarzyć –mówi Bocheński.-  Mam jednak grubą skórę i nic nas nie zatrzyma przed osiągnięciem dobrego wyniku w niedzielnych wyborach. 

O fake newsy, które  szczególnie łatwo jest rozpowszechniać w internetowej sieci,  pytamy poseł Jagnę Marczułajtis-Walczak, liderkę listy Platformy Obywatelskiej.

- Jak dotąd  się z tym nie spotkałam i  raczej nie doświadczam niszczenia plakatów czy banerów. Tylko na jednym z nich ktoś mi domalował wąsy i brodę. Być może to była próba ośmieszenia mnie, ale ja przyjęłam to z rozbawieniem, bo mam do siebie dystans.  I chyba ten baner nadal wisi, bo nie miałam innego, żeby go podmienić.

Ale tak w ogóle – dodaje posłanka - jeśli ktoś niszczy banery, to musi być bardzo negatywnie nastawiony do kandydata w wyborach. Nie do końca rozumiem intencje tych ludzi, którzy robią to anonimowo.

Niszczenie banerów doświadczyła też Urszula Nowogorska, która ubiega się o mandat z list Polskiego Stronnictwa Ludowego.

- To było zerwanie mojego banera i zawieszenia banera innego kandydata. W takich sytuacjach  po prostu od razu dzwoniłam do kandydata, którego to dotyczyło. Zdarzyło mi się to dwa czy trzy razy i potem nie było już takiego problemu. Te rozmowy były w grzecznym tonie, bo przecież każdy z nas płaci za wyborcze materiały i wkłada pracę w to, żeby takie banery zawiesić.

Czy Nowogórska spotyka się hejtem w sieci czy rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji?

- Są takie sytuacje, ale jeśli ktoś decyduje się na bycie osobą publiczną i podejmuje ryzyko kandydowania do Sejmu, to trzeba się liczyć z tym, że nie wszyscy będą nas kochać i że będziemy musieli czasem się zderzyć z nieprawdziwymi komentarzami czy też z hejtem. Wiadomo, że jeśli takie komentarze przekraczają normy, trzeba reagować, ale ja prawdę mówiąc w ogóle takich komentarzy w sieci nie czytam.

Według zapisu Kodeksu Wyborczego materiały wyborcze oznaczone przez komitety podlegają ochronie prawnej. Oznacza to zakaz ich niszczenia, usuwania, pod groźbą kary grzywny do 5 tysięcy złotych.  Za zniszczenia przekraczające kwotę 250 złotych można nawet trafić do aresztu.

[email protected] fot. jm

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji





Dziękujemy za przesłanie błędu