Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 13 czerwca. Imieniny: Antoniego, Gracji, Lucjana
15/02/2024 - 10:10

Jacek Turek: dlaczego sołtys i radny chce zostać wójtem Łososiny Dolnej

Jacek Turek od dwóch kadencji jest sołtysem Znamirowic, jest też radnym gminy Łososina Dolna . Mąż, ociec czworga dzieci, zawodowo od ponad 20 lat związany z firmą Fakro. Teraz stara się o fotel wójta gminy Łososina Dolna. O sobie i swych planach mówi w rozmowie z Tomaszem Kowalskim.

Co sprawiło, że zdecydował się pan kandydować?
- Namawiali mnie do tego mieszkańcy gminy. Widzieli moją aktywność jako radnego, między innymi w sprawie mostu Jana Stacha, czy wtedy, gdy przez półtora miesiąca nie było busów w Tabaszowej, Rąbkowej i Znamirowicach. Podjąłem o to walkę, podobnie jak w innych sprawach. Ludzie widzą, że jestem społecznikiem, więc pytania, czy nie podjąłbym się funkcji wójta pojawiały się już dawno. Teraz pomyślałem, że warto spróbować; do odważnych świat należy.

Co, jako wójt, chciałby pan zrobić? - Przede wszystkim trzeba uzdrowić służbę zdrowia w naszej gminie. Już dwa lata temu zaapelowałem o konsultacje społeczne w tej sprawie, bo ludzie muszą zapisywać się do lekarza w sąsiednich gminach. Moje dzieci też muszą korzystać z przychodni w Wielogłowach.

Ościenne gminy już z dawno sobie z tym poradziły, oddając przychodnie w prywatne ręce, tam zajmują się tym fachowcy umiejący znaleźć rozwiązania. A u nas dwa lata szukali lekarza do gminnego ośrodka. Teraz jest jeden, kolejki tworzą się jak nigdzie indziej. Czas zapytać mieszkańców w którą stronę mamy iść, bo na razie leżymy.

Coś jeszcze wymaga zmian?
- Jako radnemu i sołtysowi wstyd mi jest z powodu tego, co dzieje się wokół mostu Stacha. Ostatnio znów miałem sygnał, tym razem od turysty z Tarnowa, że nie został przez właścicieli terenu dopuszczony by go obejrzeć.To atrakcja słynna na całą Polskę, a ludzie, którzy przyjeżdżają denerwują się, że nie mogą tam dojść, śmieją się co to za gmina, że nie potrafi sobie z tym poradzić. Wiem, że prawo własności jest święte, ale w podobnych przypadkach wójtowie innych gmin umieją sobie z tym radzić, stosują wywłaszczenia za odszkodowaniem.

Były próby dogadania się z właścicielami, by wytyczyć jakąś ścieżkę, ale nic z tego nie wyszło. Znam historię tego mostu, napisałem książkę o jego budowniczym, miałem kontakt z ludźmi, którzy znali Jana Stacha. Myślę, że z szacunku do tego człowieka, do jego ogromnej pracy, powinno się ten most pokazywać ludziom.

W trudnych czasach walki z rodziną chciałbym też wspierać rodziny. Ludzi, którzy najbardziej pomocy potrzebują, bo są ludzie cisi, nie chcący prosić o pomoc. Pomocy wymagają też rolnicy, bo to oni dostarczają wszystkim żywności.

Ale jak chciałby ich pan wspierać jako wójt? Jakimi narzędziami?
- Finansowymi. Są przypadki, gdy człowiek mający gospodarstwo nagle ponosi straty, doprowadzające go na krawędź bankructwa. Moim obowiązkiem, jako wójta, byłoby ich ratować. Rolnictwo to przyszłość. Nie ma rolnika, nie ma żywności, nie ma rozwoju. Chciałbym też pozyskać nowych inwestorów dających miejsca pracy, zwłaszcza w obszarze turystyki. Mamy piękne jezioro…

Jezioro, które obumiera… Co sądzi pan o akcji ratowania Jeziora Rożnowskiego?
- Jeżeli szybko nie podejmiemy wspólnych działań, niedługo będzie za późno. Pomysł utworzenia specjalnego funduszu, zasilanego odpisami z zysków Tauronu popieram obiema rękami, bo ratowanie jeziora przekracza siły jednej gminy. Musimy to robić wspólnymi siłami.

A jak pani widzi ułożenie relacji z firmą, będącą właścicielem brzegów jeziora?
- Trudno powiedzieć, czy Tauron zgodzi się oddawać na oczyszczenie jeziora część swoich pieniędzy.

Łososina Dolna ma niewiele terenów przylegających do jeziora…
- To prawda, w dodatku ma kłopoty z tym, co ma. W teren głównego molo w Tęgoborzy Związek Gmin Jeziora Rożnowskiego swego czasu inwestował pieniądze z Unii Europejskiej. Sposób wydatkowania jednej z transz został zaskarżony, kontrola wykazała błędy i na dziś do zwrotu jest około 10 milionów złotych.

Sprawa jest w Sądzie Najwyższym, ostatniej już instancji. Wątpię, by udało się tę sprawę wygrać i trzeba się będzie liczyć z tym, że pieniądze trzeba będzie oddać. Trudno powiedzieć ile przypadnie na Łososinę Dolną , bo w skład związku gmin wchodziły jeszcze Czchów i Gródek nad Dunajcem

Wspomniał pan o jednej książce, ale jest pan też autorem książki o kapitanie Stefanie Kuligu. Dlaczego zdecydował się pan je napisać?
- Jan Stach był moim sąsiadem, po jego śmierci pomyślałem, że taka postać nie powinna zostać zapomniana. Postawiłem po jego śmierci pomnik, ale trzeba było też spisać jego historię. Nie miałem żadnego doświadczenia, ale udało się, głownie dzięki ludziom pamiętającym jego czasy.

Zaimponował mi jego upór, niesamowite samozaparcie. Cały czas daje mi przykład, że warto działać mimo wszelkich trudności, które spotykam. Nawet podczas kampanii mam z tyłu głowy przykład człowieka, który przez trzy lata, dzień po dniu ten most stawiał i dał radę.

O kapitanie Kuligu dowiedziałem się właściwie z portalu „Sądeczanin”. Zacząłem szukać czegoś więcej, ale poza krótkimi tekstami nie znalazłem niczego. Spotkaliśmy się, dostałem od kapitana materiały z IPN, wysłuchałem opowieści o jego życiu. Najbardziej wzruszające były jego słowa, że teraz, gdy ta historia zostanie spisana, może już wreszcie odejść. To był człowiek, którego warto było słuchać, myślał samodzielnie, nie bał się być sobą. Do dziś pamiętam jego słowa, że wilki chodzą samotnie, a w stadach barany… ([email protected]) Fot. tk






Dziękujemy za przesłanie błędu