Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 14 czerwca. Imieniny: Bazylego, Elizy, Justyny
24/05/2024 - 10:20

Włoskie czereśnie sprzedawane jako polskie, podobnie rumuńskie ziemniaki. Kiedy koniec takich praktyk

Nauczeni doświadczeniami z ukraińską pszenicą i owocami miękkimi urzędnicy resortu rolnictwa nie chcą po raz drugi popełniać tych samych błędów. By wyeliminować takie praktyki nawet na małą skalę, na targowiskach w całym kraju trwają – i mają już teraz być prowadzone regularnie – kontrole, zwłaszcza co do zgodności z prawdę oferowanych produktów rolnych jako polskie.

Nie tylko nielegalny import z Ukrainy, ale legalny z innych krajów, o ile narusza warunki uczciwej konkurencji, jest problemem polskich producentów rolnych. Ostatnio zmorą sią np. podszywające pod polskie rumuńskie ziemniaki czy truskawki oraz czereśnie z południa Europy.

Sprzedawane jako polskie niszczę polski rynek

Dlaczego jest to szkodliwe? Wiadomo, że na południu Europy warunki klimatyczne są inne więc owoce miękkie czy młode ziemniaki są gotowe do konsumpcji wcześniej niż u polskich rolników. Często są one gorszej jakości, m.in. wskutek używania środków chemicznych np. by utrzymać jakość i świeżość w transporcie. Dlatego handlowcy chcą je sprzedawać jako produkty polskie.

Powoduje to jednak zakłócenia na rynku. Sprzedawane jako polskie zagraniczne nowalijki mają niższe koszty produkcji niż prawdziwie polskie. Polscy rolnicy muszą więc sprzedawać swoje towary poniżej kosztów produkcji. I to jest klasyczna nieuczciwa konkurencja. Nie ma problemu na wolnym rynku ze sprzedażą tańszych produktów, ale muszą one być oznakowane krajem pochodzenia, by konsument dokonujący zakupu miał świadomość i wybierał zgodnie ze swoimi preferencjami: tańszy ale gorszy produkt importowany czy droższy (z uzasadnionych powodów) produkt polski.

Inspekcje sprawdzają i sprawdzać będą aż do skutku

– Na rynkach hurtowych, w sklepach, w całym kraju sprawdzamy, czy nasze polskie ziemniaki nie są podrabiane przez ziemniaki, które przyjeżdżają z zagranicy – poinformował sekretarz stanu Michał Kołodziejczak.

Wiceminister wraz z głównym inspektorem jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych Przemysławem Rzodkiewiczem kontrolował w tym tygodniu Rynek Hurtowy Kraków-Rybitwy. W kontrolach uczestniczyli też przedstawiciele Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa oraz Inspekcji Sanitarnej.

Wiceminister Michał Kołodziejczak zwrócił uwagę, że obserwowany jest także napływ czereśni z południa Europy, które nie są oznakowane.

– Inspekcje wszystko sprawdzają, aby Polacy mogli czuć się bezpiecznie i wiedzieli, że kupują nasz produkt, że jest on bezpieczny. Widzimy duże zainteresowanie naszą kontrolą, co nas bardzo cieszy – podkreślił sekretarz stanu Michał Kołodziejczak.

– Jako inspekcja służymy przede wszystkim ochronie konsumenta, ale też chronimy równe i wolne zasady konkurencji – dodał główny inspektor Przemysław Rzodkiewicz.

– Jesteśmy na rynkach hurtowych, ale tak naprawę kontrolujemy „od pola do stołu” – dodał główny inspektor.

Zapowiedział również, że kontrole prowadzone będą nieustannie i zaapelował o zgłaszanie wszelkich sygnałów o nieprawidłowościach do Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Wiceminister Kołodziejczak z kolei zapewnia, że kontrole będą prowadzone na bieżąco, aby zapewnić równe, zdrowe zasady konkurencji. Ponadto, jeśli będzie to niezbędne dla większej skuteczności działań kontrolnych, zmieniane będą przepisy.

W razie potrzeby będą nowe, ostrzejsze przepisy

– Konsekwentnie, skutecznie będziemy dostosowywać przepisy do tych realiów, które zastaniemy na giełdzie. Będziemy tworzyć przepisy, które będą jeszcze bardziej szczelne, które będą dawały naszym producentom normalne zasady. Tym będziemy się zajmować po dokładnym zweryfikowaniu tego, co dzieje się na giełdach, rynkach, ale także w przyszłym tygodniu w sklepach i supermarketach – zapowiedział sekretarz stanu Michał Kołodziejczak.   [email protected]) fot.artellliii72/pixabay/Freepik  © Materiał chroniony prawem autorskim







Dziękujemy za przesłanie błędu