Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 28 maja. Imieniny: Augustyna, Ingi, Jaromira
28/03/2020 - 13:35

"Pod słońcem", Julia Fiedorczuk, nowość Wydawnictwa Literackiego (5)

Julia Fiedorczuk kreśli niezwykle barwne i oryginalne portrety ludzi składające się na esencję wielokulturowego, wielojęzycznego i pełnego sprzeczności Podlasia.

(...). A zaczęła się ta przyjaźń tak: podczas jednej z pierwszych lekcji rosyjskiego profesor Koniarski napisał na tablicy wiersz Aleksandra Puszkina. Uczniowie przeważnie twierdzili, że nie umieją czytać w cyrylicy, chociaż wszyscy umieli i jako tako rozumieli po rosyjsku.

Nauczyciel nikogo do niczego nie zmuszał, nie był typem groźnego belfra, traktował swoją pracę z pogodną rezygnacją, można było odnieść wrażenie, że przychodzi do klasy w gości, ot tak, żeby coś im opowiedzieć. — Kto zechciałby przeczytać? — zapytał. Misza od razu się zgłosił. (…). Czytał powoli, bardzo uważnie i ogarniało go — nie da się tego inaczej określić — zachwycenie. Wszystkie części wiersza składały się w harmonijną, naturalną całość, podobnie jak w całość składają się części rośliny: korzenie, łodyga, liście i kwiat. Melodia i rytm, rymy i powtórzenia, no i sens, budowały pełnię, do której nie dałoby się niczego dodać. Odsłonił się przed chłopcem fragment od dawna przeczuwanej prawdy, prawdy niemożliwej do wypowiedzenia w inny sposób niż w wierszu, właśnie tymi słowami i w tym akurat brzmieniu. (…).

Rytm rosyjskich fraz łatwo wchodził chłopcu do głowy, był niewymuszony jak bicie serca. Nosił ze sobą ten wiersz w następnych dniach i raz po raz wracał do odmalowanej w nim sceny. Kiedy na następnej lekcji wyrecytował wiersz z pamięci, profesor Koniarski zatrzymał go podczas pauzy: — Nie chciałbyś nauczyć się więcej? — Chciałbym — odparł Misza.

I odtąd raz albo dwa razy w tygodniu chłopiec zachodził do mieszkania nauczyciela, zasiadali po dwóch stronach poplamionego atramentem stołu i czytali poezje. Puszkinowskie frazy, pełne zmysłowych obrazów niesionych melodią tak swobodną, jakby miała swoje źródło w wiosennej ziemi, bliższe były Miszy niż mowa kolegów z klasy (…)

Wielu jeszcze rosyjskich poetów poznał Misza dzięki profesorowi. Lermontowa, Achmatową, Błoka, z czasem zaś przeszli do poezji francuskiej i wtedy dopiero zaczęła się prawdziwa przygoda. Chłopiec uczył się błyskawicznie, w lot łapał nowe słowa, zapamiętywał całe zdania, choć wypowiadał je ze śpiewnym wschodnim akcentem. Po paru miesiącach, ku wielkiej satysfakcji profesora, recytował z pamięci kilka sonetów Baudelaire’a. „Prawdziwym domem człowieka jest język”, powiedział nauczyciel na zakończenie którejś z ich francuskich lekcji — ni stąd, ni zowąd.

Tak to już z nim było, z tym profesorem Koniarskim. Jednego dnia mówił jedno, a drugiego — drugie. „Prawdziwym domem człowieka jest język”. Misza pomyślał wtedy, że skoro można żyć w kilku językach, tak jak profesor Koniarski, to znaczy, że można mieć kilka domów — i nie trzeba między nimi wybierać.

Profesor Koniarski jednego dnia mówił jedno, a drugiego drugie, ale nie kłamał. To było raczej tak, jakby nie pokazywał całej prawdy. Bo całej prawdy nie dało się zamknąć w tych czy innych słowach. Starszy mężczyzna odsłaniał to, co mógł — jakieś skrawki i okruchy, drobiny potłuczonej całości. W młodej duszy chłopca te fragmenty łączyły się ze sobą, tworząc zarysy całości nowej, która miała z czasem ożyć, zakwitnąć i wydać owoce. (…).

Julia Fiedorczuk, „Pod słońcem”, WL, Kraków 2020
Dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie cytowanych fragmentów







Dziękujemy za przesłanie błędu