Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 27 stycznia. Imieniny: Anieli, Juliana, Przemysława
13/01/2021 - 15:25

Tajemnice sądeckich schronów. Te korytarze ciągną się pod miastem

Mają dwa ryglowane zamki, ważą kilkaset kilogramów, ale otwierają się z zadziwiającą lekkością. Za tymi pancernymi, gazoszczelnymi drzwiami rozciąga się sieć podziemnych korytarzy. Istnieją pod szkołami, blokami i dawnymi zakładami pracy. Schrony to tysiące metrów pod Nowym Sączem. Budowane w większości po II wojnie światowej, miały chronić mieszkańców przed spodziewanym atakiem nuklearnym. Czy obecnie do czegoś jeszcze się nadają? To już bardziej skomplikowana kwestia...

Kilka lat po II wojnie światowej Nowy Sącz znalazł się w grupie 72 miast w Polsce, według ówczesnych władz najbardziej zagrożonych atakiem atomowym. Spowodowało to, że na jego terenie budowanych było bardzo dużo schronów ochronnych dla ludności cywilnej. Umiejscowione są one w różnych częściach miasta.

Jednymi z najbardziej rozpoznawalnych są schrony na ulicach Berka Joselewicza i Alejach Batorego. Oprócz nich tego typu budowle znajdują się również m.in. na ul. Kazimierza Wielkiego, Grota-Roweckiego, Daszyńskiego, Małeckiego czy Szkołach Podstawowych nr 3 i 4 na ul. Szkolnej. Zliczonych zostało na razie 50.

O każdym z nich możemy przeczytać w książce „Bierna obrona ludności cywilnej Nowego Sącza – zarys dziejów”,  wydanej pod redakcją Leszka Zakrzewskiego, prezesa Oddziału PTH w Nowym Sączu. Jej autorami są również Piotr Kazana, Grzegorz Olszewski, Paweł Terebka i Bogdan Potoniec.

- Większość z tych schronów cały czas istnieje, tylko, że niektóre z racji zdemontowania wyposażenia zostały np. częściowo przekształcone w piwnice. Drzwi gazoszczelne i ściany żelbetonowe cały czas się w nich jednak znajdują – mówi Paweł Terebka.

Zobacz także: Takie były czasy... Schron w Nowym Sączu przypomina zimnowojenny klimat [WIDEO]

Zbiorniki na wodę

Schrony znajdowały się także na terenach zakładów pracy. Najpopularniejszy był ten mieszczący się na terenie Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego, a więc obecnego NEWAGU. Można o nim mówić jednak wyłącznie w czasie przeszłym, bo obecnie już nie istnieje.

- Był to największy schron, tworzony w czasach przedwojennych. Podczas II wojny światowej Niemcy go jeszcze bardziej rozbudowali. W tym momencie jest już jednak wyburzony, a na jego miejscu stoi nowo wybudowana hala – tłumaczy Paweł Terebka.

Schrony to jednak nie wszystko. Na terenie Nowego Sącza mogliśmy także zaobserwować szczeliny przeciwlotnicze. Jedna z nich znajdowała się przy ul. Nawojowskiej 39. Była przeznaczona dla 90 osób. Co oczywiste, takich budowli było więcej. Czym są takie szczeliny?

- Zadaniem szczeliny przeciwlotniczej też jest ukrycie ludności cywilnej. Nie jest ona jednak tak bardzo gazoszczelna. Chodzi o to, że kiedy samolot zbombarduje blok, który się rozpadnie, to szczelina jest budowana w takiej odległości od niego, żeby była bezpieczna. Dzięki temu ludzie mogli wtedy się w niej schować – wyjaśnia Paweł Terebka

Co ważne, żaden ze schronów nie był w praktyce nigdy użytkowany (i oby tak zostało). Wielokrotnie je jednak testowano, aby w razie potrzeby można było bez przeszkód z nich skorzystać i się ukryć. - Są to schrony dla ludności cywilnej, bo zakładano, że podczas III wojny światowej przeprowadzony będzie atak nuklearny. Odbywały się w nich jednak tylko ćwiczenia - dodaje Paweł Terebka.

Zobacz także: O wojskowości i dostępie do broni palnej rozmawiamy z Pawłem Terebką

Pojawia się jednak pytanie co w sytuacji, jeśli rzeczywiście zaszłaby potrzeba wykorzystania schronu. Jest to o tyle kłopotliwe, że większość z nich nie nadaje się już do użytku, bo nie można tam spędzić zbyt wiele czasu; uniemożliwia to brak wody i prądu, o klimatyzacji nie wspominając. Tak naprawdę tylko schron na ul. Berka Joselewicza jest do tego przygotowany. Rozwiązaniem problemu mogą być jednak podziemne parkingi.

- Gdyby rzeczywiście zaszła taka potrzeba to nie ma na tyle schronów, aby pomieścić 80 tys. mieszkańców Nowego Sącza. Jest teraz taka doktryna, że parkingi podziemne mogą być w łatwy sposób przystosowane do ochrony ludności cywilnej. Bramy wjazdowe zamienia się wtedy na gazoszczelne, jest tam klimatyzacja i woda. Ewentualnie można się schronić pod mostami, ale to chroni to tylko przed atakami lotniczymi - kończy te niewesołe rozważania Paweł Terebka. (m.pogwizd@sadeczanin.info, fot.: MP)







Dziękujemy za przesłanie błędu