Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 1 grudnia. Imieniny: Blanki, Edmunda, Eligiusza
16/11/2020 - 07:00

Mieliśmy w Sączu jedną zarazę, teraz mamy dwie. Znany naukowiec bije na alarm

Czy smog, który przyszedł z jesiennym chłodem tworzy śmiertelnie niebezpieczną mieszankę dla mieszkańców Nowego Sącza? – Przy niższej temperaturze zwiększa się zanieczyszczenie powietrza i spada jego wilgotność, co prowadzi do obniżenia odporności organizmu. Do tego dochodzi nawrót grypy, skutkujący koinfekcjami. Niestety, to wszystko może spowodować zwiększenie liczby zgonów oraz ciężkich przypadków COVID-19 - ostrzega w rozmowie z „Sądeczaninem” prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Postawił pan tezę, że epidemia koronawirusa będzie się nasilać, a zwiększeniu liczby ciężkich przypadków będzie sprzyjać smog. Powiało grozą w Nowym Sączu, który znajduje się w europejskiej czołówce miast o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu.
To okres jesienno-zimowy i pojawiające się czynniki ryzyka. Obniża się temperatura powietrza, spada wilgotność i zwiększa się jego zanieczyszczenie.  W populacji dochodzi do obniżenia odporności. Niestety, to wszystko może spowodować zwiększenie odsetka zgonów oraz ciężkich przypadków COVID-19. Czy epidemia natomiast będzie się nasilać, to zależy wyłącznie od naszego zachowania. To dwie odrębne kwestie.

To, co się dzieje teraz, jest wściekłym atakiem tej strasznej zarazy.
To, że wirus nie jest sezonowy i nie zniknął w lecie, wcale nie oznacza, że poszczególne parametry nie będą podlegały zmianom w zależności od pory roku, temperatury, wilgotności ale również naszego zachowania. Wiemy, że przenosi się lepiej w niższych temperaturach i przy niższej wilgotności, czyli właśnie w warunkach jesienno-zimowych. Jest to jeden z powodów, dlaczego transmisja wzrosła dramatycznie. Oczywiście nałożyło się wiele czynników. Wróciliśmy do normalnego życia, dzieci wróciły do szkół, zaczęliśmy więcej czasu spędzać w zamkniętych pomieszczeniach...

Kiedy mamy zimne, zanieczyszczone smogiem powietrze, jesteśmy słabsi, bardziej narażeni na choroby?
Zimne powietrze czy smog nie działają bezpośrednio na wirusa, ale mogą sprawić, że nasz organizm gorzej sobie poradzi. Pojawia się dodatkowy czynnik stresowy. Smog może bezpośrednio wpływać na sprawność naszego układu oddechowego, a więc też na to, jak będzie się on zachowywał przy zakażeniu.

Czy to znaczy, że istnieje zależność między smogiem i przebiegiem zachorowania na COVID-19? Wirus jest bardziej agresywny?
Można się spodziewać, że gdy dojdzie do infekcji, przebieg choroby będzie cięższy. To na razie tylko spekulacja, ale pojawiają się już pierwsze prace pokazujące zależność ciężkości przebiegu COVID od czynników zewnętrznych, takich jak smog czy koinfekcje. Na wiosnę przeprowadzono badania korelacyjne, które sugerują, że ludzie ciężej przechodzili chorobę tam, gdzie był duży smog.

Smog w połączeniu z  koronawirusem… to jak bomba masowego rażenia dla położonego w kotlinie Nowego Sącza.
Nie przesadzajmy. To oznacza ryzyko cięższego przebiegu choroby, ale sam smog nie sprawi, że liczba zakażeń dramatycznie wzrośnie. Ważne jest przestrzeganie zasad. Trzeba dbać o higienę, utrzymywać dystans, odpuścić sobie imprezy rodzinne, bo to doskonałe miejsca dla wirusa. I nosić maseczki, żeby chronić naszych bliskich. Te same zasady obowiązują na całym świecie.

Mówi pan o odpuszczeniu sobie imprez rodzinnych, a tymczasem na ulicach mamy tysiące protestujących ludzi. Skutki mogą być katastrofalne.
- Warto pamiętać, że wirus najlepiej przenosi się właśnie w zamkniętych pomieszczeniach, na małym dystansie. Maseczka i dystans to skuteczne sposoby zapobiegania. Dodatkowo, kwestia jest skomplikowana, bo w grę wchodzą kwestie społeczno-polityczne.

Tylko, że wirus nie zna się na polityce. Pojawiła się teza, że protesty mogą zwiększyć zachorowania na COVID-19 o 5 tys. dziennie. Policzyli to w Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Uniwersytetu Warszawskiego, które śledzi dynamikę pandemii. Zgadza się pan z takim czarnym scenariuszem?
-
To nieprawda. Proponuję zapoznać się z dementi właśnie tego zespołu. Te dane przedstawiają kompletnie co innego.

Najpierw informacje o wyliczeniach podał „Dzienni Gazeta Prawna”, a zaraz potem Centrum wystosowało komunikat, w którym naukowcy napisali, że w obecnym stadium rozwoju modelu nie są metodologicznie przygotowani, aby uwzględnić w sposób odpowiedzialny tego typu zgromadzenia jako odrębny czynnik. Pytanie czy za tym oświadczeniem stała polityka? Za to sam wirus jest w pełni „demokratyczny” . Dotyka wszystkich bez wyjątku : partyjnych i bezpartyjnych, biednych i bogatych, młodych i starych… Mamy do czynienia z naturalną selekcją. Ilu ludzi jeszcze zabije?
- To zależy od tego, co zrobimy. Jeśli puścimy go na żywioł, tak jak późnym latem i wczesną jesienią, to będziemy wędrować od lockdownu do lockdownu. Na razie jednak powoli dochodzimy do ściany, chociaż epidemia wydaje się trochę zwalniać. Mam nadzieję, że nasz system ochrony zdrowia utrzyma napór osób potrzebujących pomocy i nie będzie konieczności lockdownu. Rozmawiała Jagienka Michalik  fot. uj.edu.pl

Czytaj tez Jak za sprawą magistratu w „cudowny” sposób zniknął smog z Nowego Sącza

                   Prognozy dla epidemii. Jest lepiej, ale szczyt zakażeń ciągle jeszcze przed nami 







Dziękujemy za przesłanie błędu