Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 23 czerwca. Imieniny: Albina, Wandy, Zenona
23/01/2015 - 13:07

Nasze jabłka w Indiach? To nierealne mówią sądeccy sadownicy

To kolejne, medialne i nierealne obietnice polityków. Niedawno słyszeliśmy, że nasze polskie jabłka pojadą do Chin, a teraz że do Indii. Tak sądeccy sadownicy komentują zapowiedzi ministerstwa rolnictwa, wedle których bardzo obiecujące są międzyresortowe polsko-indyjskie rozmowy dotyczące handlu owocami.
Wedle zapowiedzi resortu rolnictwa już wkrótce należy się spodziewać pozytywnej decyzji urzędu fitosanitarnego Indii co do możliwości sprowadzanie jabłek z Polski.

Ministerialni urzędnicy roztaczają przed polskimi sadownikami wizję kraju, który może być ogromnym rynkiem zbytu. Indie rocznie importują około 200 tys. ton jabłek. Sprowadza się je głównie z USA, Nowej Zelandii i Australii. Ale jabłka z tamtejszych rynków są bardzo drogie. Z kolei owoce krajowej produkcji szybko się psują, bo Hindusi nie mają środków do ich przechowywania. Do tych hurraoptymistycznych zapowiedzi resortu rolnictwa sceptycznie odnoszą sądeccy sadownicy z Grupy Producentów Owoców Zelsad z Tęgoborzy.

- Cały rynek importu szacowany na 200 tys. ton ? Jeśli wziąć pod uwagę, że z powodu rosyjskiego embarga sadownicy w całej Polsce przechowują w chłodniach ponad milion dwieście tysięcy ton jabłek, to wcale nie jest tak wiele - mówi szef Zelsadu Stanisałw Zelek. - Od lat działają tam firmy, które jabłka dostarczają. Trudno wejść z marszu na taki rynek i natychmiast pokonać konkurencję. Poza tym sama pozytywna decyzja urzędu fitosanitarnego nie wystarczy. Musi być ktoś, kto to się tym zajmie i będzie to wszystko koordynował. To wcale nie jest takie proste. Tego na pewno nie da się zorganizować z dnia na dzień. Eksport jabłek z Polski do Indii to duże logistyczne przedsięwzięcie. Handel ze wschodem był prosty. Przyjeżdżała chłodnia, ładowało się 20 ton jabłek i w ciągu dwóch, trzech dni towar był u odbiorcy. A do Indii to kawał drogi i koszty będą ogromne. Poza tym nie widomo, jakie Hindusi preferują odmiany. To wbrew pozorom bardzo ważne. Miałem sporo ofert z Egiptu. Okazało się jednak, że gatunki jabłek lubiane przez Rosjan, zupełnie nie przystają do upodobań Egipcjan.

Zdaniem szefa Zelsadu resortowe zagraniczne ofensywy ministerstwa rolnictwa mają wyłącznie medialny charakter i niewiele z nich wynika.

Słychać o krajach arabskich, ostatnio były Chiny, teraz Indie. Ministerstwo rolnictwa jest aktywne przede wszystkim w mediach. Tak naprawdę rząd nie robi nic, żeby zdywersyfikować rynki zbytu - mówi Zelek. 

Sadownicy z Grupa Producentów Owoców Zelsad z Tęgoborzy przechowuja w chłodniach dziewięć tysięcy ton owoców, których nie są w stanie sprzedać po tym jak Rosjanie nałożyli na polskie owoce embargo.

Ofert kupna nie ma zbyt wiele. O owoce z przeznaczeniem do sprzedaży w wielkich sieciach handlowych pytają Węgrzy, Rumuni i Słowacy. Ostatnio także Ukraińcy. Ale chcą płacić za kilogram najniższą cenę - pięćdziesiąt groszy za kilogram. Tych cen nie da się negocjować. Przecież za granicą dobrze wiedzą, że jesteśmy pod ścianą. Na razie jednak wstrzymujemy się ze sprzedażą. Na szczęście nasze owoce są w chłodniach, które mają specjalne komory o niskiej zawartości tlenu, co pozwala na ich długotrwałe przechowywanie - dodaje Zelek. 

Straty sadowników miały zminimalizować unijne rekompensaty za rosyjskie embargo. Producenci z Zelsadu złożyli stosowne wnioski w Agencji Rynku Rolnego. Otrzymali 800 złotych do jednego hektara upraw.

- Ale to i tak kropla w morzu - mówi szef Zelsadu. Co to jest 800 złotych dopłat do produkcji owoców. Skoro koszt produkcji 1 kg jabłek wynosi od 80 groszy do złotówki, a można przyjąć, że z jednego hektara produkuje się 50 ton jabłek, to łatwo wyliczyć jak się mają do siebie te sumy - denerwują ie sadownicy. 

Sadownicy skarżą się na politykę polskiego rządu, który ich zdaniem nie zapewnia im wystarczającego wsparcia po wprowadzeniu przez Rosję embarga na polskie jabłka. To przede wszystkim na wschodni rynek trafiały jabłka z Polski. W zeszłym roku było to około miliona. Zdaniem producentów owoców dotychczasowa polityka polskiego rządu i Unii Europejskiej poniosła klęskę, a jeśli plantatorzy zostaną z niesprzedanymi owocami, grozi im bankructwo.

Polska jest największym producentem jabłek w Europie, do czego w dużej mierze przyczynia się Sądecczyzna, prawdziwe sadownicze zagłębie. W 2013 roku eksport polskich jabłek deserowych wyniósł w sumie 1,2 mln ton. Ich największym odbiorcą była Rosja, dokąd trafiło 677 tys. ton - 56 proc. całego eksportu - o wartości 256 mln euro.

Rosyjskie embargo na polskie jabłka obowiązuje od 1 sierpnia. Sankcje mają związek z kryzysem ukraińskim i wcześniejszymi restrykcjami nałożonymi przez Unię Europejską na Rosję.

(mika)
Fot. sxc.hu

 






Dziękujemy za przesłanie błędu