Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 28 marca. Imieniny: Anieli, Kasrota, Soni
17/10/2019 - 23:10

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko - wciąż wiele pytań w 35. rocznicę męczeństwa

„Ja się poświęciłem i ja się nie cofnę” – te słowa bł. ks. Jerzy Popiełuszko wypowiedział w Krynicy-Zdroju do kilku duchownych, na trzy miesiące przed swoją śmiercią. Wyjątkowo zapamiętał je o. dr Gabriel Bartoszewski OFMCap, który spędzał urlop w tym górskim mieście. W uzdrowisku parę dni wypoczywał również błogosławiony.

bł. Jerzy Popiełuszko
Pomimo zawieszenia postępowania nie ustała nagonka i prześladowanie duchownego, nadal był śledzony, podsłuchiwany, otrzymywał pogróżki, o których mówił w słowie na zakończenie jednej z Mszy św. za Ojczyznę:

„I jeszcze jedna prośba do tych wszystkich, którzy szczególnie w ostatnim czasie grożą mi w swoich listach, cytuję: «kulą w łeb», «poderżnięciem gardła» czy «powieszeniem na krzyżu», aby, skoro są zdolni do takich gróźb, mieli również odwagę podpisać się pod swoimi listami, a nie tchórzliwie ukrywać się pod anonimami czy podawać zmyślone adresy”.

25 września 1984 r. miała miejsce narada oficerów Departamentu IV MSW. Zgodnie z ustaleniami, kierownictwo miało przygotować plan działania: „przerwania wrogiej działalności księży: Popiełuszki, Boguckiego, Sikorskiego, Małkowskiego, Kantorskiego”. Płk Adam Pieruszka miał stwierdzić w obecności kpt. Grzegorza Piotrowskiego, że „dosyć tej zabawy z Popiełuszką i Małkowskim. Podejmujemy zdecydowane działania. Trzeba nimi wstrząsnąć, żeby to było na granicy zawału serca, żeby to było ostrzeżenie”.

Natomiast w innym razem płk Adam Pietruszka powiedział do kpt. Grzegorza Piotrowskiego o ks. Jerzym: „takiego łotra tylko ziemia może wyprostować”. Powstał więc projekt „zdecydowanych działań”, które skupiały się na próbie zabicia błogosławionego. Pierwszą z nich podjęto 13 października 1984 r.. Gdy wraz z kierowcą Waldemarem Chrostowskim i działaczem „Solidarności” Sewerynem Jaworskim wracali samochodem z Gdańska, funkcjonariusze SB próbowali doprowadzić do wypadku przez nagłe wybiegnięcie na szosę i rzut kamieniem w przednią szybę. Szybki manewr kierowcy udaremnił próbę.

19 października 1984 r., ks. Popiełuszko wyjechał do bydgoskiej parafii Świętych Polskich Braci Męczenników, na zaproszenie księdza Jerzego Osińskiego, aby uczestniczyć w nabożeństwie ludzi pracy, podczas którego wygłosił ważne, testamentalne – jak dziś wiemy – rozważania różańcowe:

„Chrześcijanin musi pamiętać, że bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju. Chrześcijaninowi nie może wystarczyć tylko samo potępienie zła, kłamstwa, tchórzostwa, zniewalania, nienawiści, przemocy, ale sam musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości. O te wartości musi upominać się odważnie dla siebie i dla innych.

Prawdziwie roztropnym i sprawiedliwym - mówił Ojciec Święty - może być tylko człowiek mężny. Bieda społeczeństwu - wołał Prymas Tysiąclecia - którego obywatele nie rządzą się męstwem, przestają być wtedy obywatelami, stają się zwykłymi niewolnikami. Jeżeli obywatel rezygnuje z cnoty męstwa, staje się niewolnikiem i wyrządza największą krzywdę sobie, swojej ludzkiej osobowości, rodzinie, grupie zawodowej, narodowi, państwu i Kościołowi.

Chociaż łatwo byłoby łatwo pozyskany dla lęku i bojaźni, dla chleba i względów ubocznych. Ale i biada władcom, którzy chcą pozyskać obywatela za cenę zastraszania i niewolniczego lęku. Jeśli władza rządzi zastraszonymi obywatelowi, obniża swój autorytet, zubaża życie narodowe, kulturalne i wartości życia zawodowego (…).Solidarność dlatego tak szybko zadziwiła świat, że nie walczyła przemocą, ale na kolanach z różańcem w ręku, przy polowych ołtarzach, upominała się o godność ludzkiej pracy, o godność i szacunek dla człowieka. O te wartości wołała bardziej, niż o chleb powszedni (…). Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku zastraszenia, ale przede wszystkim od rządzy odwetu i przemocy”.

Ks. Jerzy nie chciał nocować w Bydgoszczy, gdyż rano miał odprawić mszę w kościele p.w. św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu. Wraz z kierowcą wyjechali około godziny 22. Kiedy przejeżdżali koło Górska pod Toruniem, zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy SB: kpt. Grzegorza Piotrowskiego, por. Waldemara Chmielewskiego i por. Leszka Pękalę. Kierowca ks. Popiełuszki, jak sam twierdził, został skuty kajdankami, później w czasie jazdy udało mu się wyskoczyć z samochodu.

Błogosławionego związano i wrzucono do bagażnika. Tak naprawdę do dziś pewnie nie wiadomo, co działo się dalej. Powszechne fakty są znane – jeśli damy im wiarę – jedynie z zeznań zabójców. Wynika z nich, że kapłan miał cały czas zakneblowane usta i ręce skrępowane sznurkiem. Leżał w bagażniku Fiata 125 p. Gdy samochód dojeżdżał do Torunia, ksiądz prawdopodobnie odzyskał przytomność, zaczął wyginać pokrywę bagażnika, wtedy samochód zjechał na parking. Zabójcy zmienili tablice rejestracyjne. Ksiądz w tym czasie próbował się uwolnić. Próbował uciekać i wołać pomocy. Kpt. Grzegorz Piotrowski zaczął go bić pałką i pięściami. Ks. Popiełuszko znów stracił przytomność, wtedy zakneblowali mu usta, ręce i nogi skrępowali sznurkiem i ruszyli w stronę Włocławka.

Dalej czytaj na następnej stronie

35. rocznica męczeństwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki. "Ja się poświęciłem i ja się nie cofnę..."




Ja się poświęciłem i ja się nie cofnę... - mówił. Mija 35. rocznica męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Fot: zbiory Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu Ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie.






Dziękujemy za przesłanie błędu