Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 27 stycznia. Imieniny: Anieli, Juliana, Przemysława
28/11/2020 - 15:40

"Poznałem dobrze wartość pieniądza, każdej marki, każdego feniga"

Alois nie należał do starego świata, nie należy też do nowego. Syn górnika z Górnego Śląska, zrządzeniem losu wyrwany z proletariackiej rodziny, wszędzie spotyka się z pogardą i odrzuceniem.

Fragmenty części 3. Der Krieg Ist Vorbei

[...] Przypominam sobie, że jeszcze w 1917 roku, kiedy byłem na ostatnim urlopie w Berlinie i kiedy blokada kontynentalna odcisnęła już straszny i widoczny dla ludu ślad na naszej gospodarce, jeszcze wtedy na ulicach wystawali przekupnie z kiełbaskami, […], kupowałem, stawałem obok i zjadałem, ciesząc się o wiele bardziej tym, że mogę sobie na ten wuszt pozwolić, niż samym wusztem, co wcale mi aż tak nie smakował.

Teraz nie stać mnie nawet na zimny ersatz wusztu, który sprzedaje ten jednoręki weteran, nie stać mnie na nic.

Tak biedny nie byłem, od kiedy w ostatniej klasie gimnazjum zacząłem dorabiać korepetycjami. Poznałem dobrze wartość pieniądza, każdej marki, każdego feniga, wiem, ile na swój geltak[1] pracowali mój tatulek i moje braciki. A ja zawsze chciałem więcej. Więcej pieniędzy, więcej tego, co mogłem za nie kupić. Nie chciałem szporować[2] każdego feniga, z oszczędności rozszczepiać zapałki na dwoje, palić najtańszego tytoniu, nie chciałem robić tego wszystkiego, co robił mój ojciec, bo musiał.

Nie stałem się nigdy bogaty, oczywiście, nie miałem na to czasu, ale dorabiając, jak tylko mogłem podczas studiów, zdołałem przynajmniej ubrać się lepiej, niż kiedykolwiek ubierali się mój ojciec i moi bracia. Miałem te trzy ubrania, potem, podczas wojny, obstalowałem sobie jeden porządny mundur wyjściowy, który wkładałem na urlopach. Mogłem sobie pozwolić na to, aby czasem pójść do porządnej restauracji, kupić butelkę wina, niedrogi zegarek, wieczne pióro. Wszystko to kosztowało mnie pracę ponad siły, znoszenie upokorzeń ze strony rodziców rozwydrzonych, wrocławskich gimnazjalistów i wiele wyrzeczeń, ale nie dzieliłem zapałki na pół, a w kieszeni munduru papierosy trzymałem w papierośnicy może nie srebrnej, ale grubo i elegancko posrebrzanej.

Zanim nie ukradziono mi jej w szpitalu, co uczyniło ze mnie tego nędzarza, którym jestem teraz.

 

[1] (śl.) wypłatę

[2]   (śl.) oszczędzać

Szczepan Twardoch, „Pokora”, Wydawnictwo Literackie, wrzesień 2020







Dziękujemy za przesłanie błędu