Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 19 czerwca. Imieniny: Gerwazego, Protazego, Sylwii
01/05/2024 - 10:05

Romantyczne gapiostwo na ośmiu tysiącach metrów mogło się skończyć tragicznie

Bezmiar, ogrom, kosmos. Skończone słowa nie były w stanie opisać tej wielkości. Gdzie okiem sięgnąć, otaczała ich otwarta przestrzeń.

(...)

Tak naprawdę wszyscy cały czas umieramy, w tym samym tempie jednej minuty na minutę, jednej godziny na godzinę, jednego dnia na dzień… Od chwili narodzin do momentu śmierci. Rzadko kiedy zdajemy sobie z tego sprawę, wolimy uciekać myślami w nasze mniej lub bardziej przyziemne sprawy: pracę, rozrywkę, życie uczuciowe. Wspinaczka wysokogórska uwypukla śmiertelny aspekt naszego istnienia, każe się na nim skupić. Podobnie jak wpatrywanie się w cyferblat zegarka z sekundnikiem uzmysławia, jak szybko ucieka czas.
Michał lubił konfrontować się z trudnymi tematami. Myślał o tym, że umiera, i o tym, co nastąpi jutro. Wiedział, że będzie tylko gorzej. Trudniej, zimniej i z jeszcze mniejszą ilością tlenu.

Na razie znajdowali się na progu strefy śmierci, a będą musieli wejść w nią na całego. Umieranie stanie się jeszcze bardziej dosłowne. Organizm nie da rady się regenerować, trzeba będzie wspomagać się tlenem. Z plastikową maską na twarzy i rurką będą wyglądali jak śmiertelnie chorzy pacjenci. Tylko zamiast leżeć na szpitalnym łóżku i skupiać się na ratowaniu życia i dochodzeniu do siebie, Misiek i Iskier zamierzali katować się i testować granicę ludzkiej wytrzymałości. Wyżej, jeszcze wyżej, aż do samego końca. Dopiero kiedy nie będzie już żadnego „wyżej”, amok odpuści.
— Popatrz… — wysapał Michał, odwracając się
na chwilę plecami do góry.
— No… — Wiktor podążył za jego spojrzeniem.
Bezmiar, ogrom, kosmos. Skończone słowa nie były w stanie opisać tej wielkości. Gdzie okiem sięgnąć, otaczała ich otwarta przestrzeń. Surowa, bez żadnych zwierząt, roślin, śladów cywilizacji. Nie tak jak przez okno lecącego samolotu, na ekranie telewizora czy w kinie — na grani K2 bezkres można było nie tylko zobaczyć, ale i poczuć go w trzewiach. Dotknięcie nieskończoności, o której wszyscy marzymy, bo jest zaprzeczeniem kresu, czyli umierania. Tylko otwarta przestrzeń daje pojęcie o tym, jak może wyglądać bezmiar czasu — wieczność. Zachód słońca malował wręcz nierealne kadry, piękne i majestatyczne, ale nie mieli czasu, by je podziwiać. Romantyczne gapiostwo na ośmiu tysiącach metrów mogło się skończyć tragicznie. Trzeba było jak najszybciej rozbić namiot. Nie wiał wiatr, na niebie nie było ani jednej chmury, żaden szczegół surowego krajobrazu nawet nie drgnął, więc wydawało się, że czas stanął w miejscu. Ale tak naprawdę piasek w klepsydrze przesypywał się w tym samym tempie co zawsze. Ostatnie chwile dnia uciekały.

Wiktor padł na kolana i zabrał się do pracy. Musieli wyczarować kopułę z naprężonego niebiesko-pomarańczowo-żółtego nylonu. Bańkę mydlaną, która przez najgorsze, nocne godziny będzie ich jedynym schronieniem (...)

Wojciech Nerkowski, HIMALAYA, wydawnictwo LIRA







Dziękujemy za przesłanie błędu